7 grzechów ogrodnika, czyli jak nie trafić do zielonego piekła

Czytałam niedawno w Social Mediach, podczas dyskusji o chęci posiadania własnego kawałka ogrodu o ludziach, którzy spełniają marzenia z dzieciństwa. Podążają za wspomnieniami, kiedy to wychowywali się u dziadków na wsi, wśród pól i łąk, blisko natury i znowu tak chcą. Kupują więc ziemię i pierwsze co robią, to wycinają i karczują na niej drzewa.

klucz do piekła

Potem budują dom, stawiają wypasione ogrodzenie, a później urządzają swój ogród. Według najnowszej mody, ze szczepionymi drzewami i krzewami strzyżonymi w kule. Mają wypielęgnowane trawniki bez jednego mleczyka i nie lubią drzew liściastych, bo te “brudzą”. Pszczoły są okey, ale na zdjęciach z Insta, bo te w ogrodzie to użądlić mogą. Bardzo cenią zdrowe życie, ale jakoś łatwo im spryskać (prewencyjnie oczywiście) to, co u nich rośnie insektycydami, fungicydami, herbicydami… żeby żadna zaraza się nie rozniosła.

Podlewają trawniki trzy razy dziennie i toczą niekończącą się walkę z mchem, kretami, chwaścikami gdzieś pod płotem. Ciągle grabią, zamiatają, albo i co gorsza – zamiast starej, dobrej miotły – używają odkurzacza do tarasów i ścieżek w ogrodzie. Przy muzyce oczywiście, no bo przecież rytm tym pracom trzeba nadać. I nie tylko ja miałam wrażenie czytając te rozmowy, że te wspomnienia z sielskiego dzieciństwa na wsi to takie jakieś rozmyte, bo nijak nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości, jaką “miłośnik natury” wokół siebie roztacza.

Prześmiewczo i na wyrost to napisałam? No jasne. Nie neguję formalnych stylów ogrodowych, ani ładu i porządku na rabatach, bo każdy swój ogród ma i dopóki nie szkodzi środowisku i nie przekształca go ponad miarę, to “wolność Tomku w swoim domku…” Ale nie nazywajmy tego umiłowaniem natury ani ekologicznym życiem w zgodzie z naturą. Bo to nie tak…

Doskonale wiecie, moi Czytelnicy, jakie ogrody preferuję, jakie forsuję u innych, do tworzenia jakich ogrodów namawiam. Doskonale znacie słowa takie jak bioróżnorodność, ekologia, unikanie nawozów mineralnych i chemicznych środków ochrony roślin. Są sytuacje, kiedy trzeba, bo brak zdecydowanej reakcji może mieć dużo gorsze skutki. Ale są takie rzeczy, takie środki i takie grzechy ogrodnice, za które można trafić do zielonego piekła 🙂 Co to za przewinienia?

  1. Wycinanie z ogrodu starych, zdrowych drzew

Uuuu… taka masakra piłą mechaniczną jest chyba jednym z cięższych grzechów ogrodnika. Jako architekt krajobrazu widziałam już takie akcje (tutaj jeden z bardzo emocjonalnych wpisów – KLIK) w parkach, kiedy to ogłaszano konkurs (z dużą kasa w tle) na rewitalizację naturalistycznych, krajobrazowych parków. Firma X taki konkurs wygrywała, a jej projekt zakładał wycięcie drzew w liczbie podchodzącej pod sto albo i więcej (i nie były to tzw. samosiewy, ani drzewa chore, spróchniałe)sztuk pięknych i dojrzałych okazów. W zamian za to w parku powstawały nowe alejki, place zabaw z bezpieczną nawierzchnią, nowe, bezpieczne nasadzenia. I o ile wiem, ze za takimi projektami stoją gigantyczne pieniądze i – co tu dużo mówić – niektórzy się na to skuszą, to już w prywatnych ogrodach nie rozumiem takich działań. Nie chodzi o to, żeby wszystko na działce zostawić, ale szykowanie terenu pod urządzanie ogrodu powinno uwzględnić jak najszersze wpisanie zastanych drzew w nowy ogród.

cięcia w ogrodzie Pracownia w Dolinie

2. Używanie w ogrodzie Roundapu

Będę tutaj bezwzględna – żaden produkt zawierający glifosat z Roundapem na czele nie powinien być stosowany nigdy i nigdzie. Roundap jest nieselektywnym herbicydem który zabija i niszczy na swojej drodze absolutnie wszystko co zielone. Widziałam jak działa, ziemia po nim jest martwa – nie rośnie na niej absolutnie nic. Jest także szkodliwy dla ludzi i zwierząt. Monsanto, który jest producentem tego herbicydu, ostro walczy o klienta i zapewnia, że Roundap jest bezpieczny. Ale moim zdaniem to nieprawda. O bezpieczeństwie zapewniano także w przypadku stosowania DDT, środka owadobójczego używanego w rolnictwie w latach 1940 – 1960. Okazało się, że odpowiada za szereg nowotworów, wcale tak szybko nie znika ze środowiska (rozpad połowiczny, czyli obniżenie aktywności składników tylko o połowę w glebie potrafi trwać aż 15 lat), a dodatkowo odkłada się w tkankach tłuszczowych zwierząt. Stąd wiele lat po zaprzestaniu stosowania DDT znajdywano go w tłuszczu wielorybim. Jeżeli chodzi o Roundap, to badania na temat jego szkodliwości pojawiają się, a po protestach Producenta – znikają z mass mediów. Niejedna batalia sądowa była z tego powodu stoczona. Warto poczytać o tym na własną rękę. W masowym rolnictwie i sadownictwie jest stosowany na szeroką skalę, dlatego raz – zawsze odradzam jego stosowanie, a dwa – namawiam do uprawiania własnego jedzenia. Bo skoro już mamy ogród, to dlaczego nie 🙂

oprysk

3. Brak kompostownika w ogrodzie

Czy są ogrody, w których nie ma kompostownika? Zaskoczę Cię – są. I to wcale nie jest ich tak mało. Kompost kojarzy się resztkami, odpadami, niefajnym zapachem (a prawidłowo robiony kompost NIE ŚMIERDZI) i nie każdy chce mieć w ogrodzie takie miejsce składowania zielonych odpadków. Są tacy, co wolą pakować resztki do foliowych worków. A przecież czarne złoto ogrodnika to darmowy nawóz, dobra gleba czy ściółka na zagony czy rabaty. Zrobić go jest bardzo prosto, opowiadam o tym TUTAJ. To co uzyskuje się po kompostowaniu, to po prostu rzecz bezcenna.

4. Zbyt gęste sadzenie roślin

Grzech pierworodny, który często zostaje z nami na długie sezony. I serio, dotyczy nawet wytrawnych ogrodowych graczy, nie tylko amatorów. Zwłaszcza upierdliwy dla ludzi, którzy mają tendencję do zapełniania każdej wolnej powierzchni (nie mylić z zagracaniem) – po prostu nie lubią pustki. Ani w domu, przy ścianach, ani na ścianach, ani na tarasie, ani w ogrodzie. Młode rośliny, drzewa i krzewy zajmują niewiele miejsca. Ale żeby mogły swobodnie się rozrastać, musza mieć go tyle, ile docelowo potrzebują jako dojrzałe osobniki. Czasami to metr, ale czasami nawet dwa albo i pięć. Pięć metrów kwadratowych wolnej przestrzeni przez 10 lat, dopóki rośliny nie dojrzeją, nie urosną, nie rozrosną się. To niektórych napawa przerażeniem 🙂 Jakaś rada? Rośliny zadarniające, niskie trawy, byliny, rośliny jednoroczne. Tym trzeba zapełnić przestrzeń, a nie sadzić krzew na krzewie i drzewie na drzewie. Sama popełniłam takie błędy kiedy zakładałam swój ogród i uczyłam się jak to robić poprawnie, czego efektem są choroby roślin i ich nieprawidłowy wzrost.

5. Sadzenie roślin w nieodpowiednich dla nich miejscach

Trudno powiedzieć, dlaczego popełniamy ten ogrodniczy grzeszek. Chyba nasza natura ulepszania, zdobywania, dominacji i upartego twierdzenia: ma rosnąć, bo ja tak chcę, bo tak będzie ładnie. I serio – można wymienić podłoże dla roślin kwasolubnych na skalistej, zasadowej glebie, można zrobić to samo z różami na piaskach. Będzie to wymagało od nas pracy i systematycznej pielęgnacji takiego stanowiska, nawożenia, uzupełniania podłoża i pilnowania pH, ale da się. Gorzej, jeżeli sadzimy rośliny cieniolubne w słońcu, sukulenty w żyznej glebie w cieniu, a rośliny wybitnie potrzebujące słońca chcemy mieć w cienistym zakątku przy altance. Wtedy się nie da. Tak samo będzie ciężko kiedy na zechcemy sadzić drzewa – na terenach podmokłych nie mogą rosnąć …, a na terenach wybitnie piaszczystych nie przetrwają nam …

Ale nie tylko o podłoże i stanowisko tutaj chodzi. Często zdarza się posadzenie roślin nieproporcjonalnie wysokich lub niskich w stosunku do wielkości domu i działki. W gęstej zabudowie wysokie drzewa to kłopot i dla nas i dla sąsiadów. Tak samo drzewa sadzone zbyt blisko elewacji po jakimś czasie zaczynają mocno przeszkadzać. Warto więc przemyśleć grzeszek piąty, bo jego konsekwencją często jest zamieranie roślin, albo usunięcie zbyt okazałego drzewa.

choroby roślin

6. Brak bioróżnorodności w ogrodzie

Monokultury nie są dobre. Z wielu powodów, ale dzisiaj, w przeddzień klimatycznej katastrofy głównym powodem jest odpowiedzialność za to, aby dla jak największej liczby organizmów stworzyć dogodne i bezpieczne warunki bytowania, żerowania i wydawania potomstwa. Ludzie instynktownie wiedzą, co jest dobre. Pamiętacie akcję z ogrodami w Białym Domu? Kiedy Melania Trump tuż przed wyborami zlikwidowała piękny, kwiatowy ogród który wcześniej założyła tam Jacqueline Kennedy? Ogród z ozdobnymi wiśniami, wiosennymi tulipanami, różami – czyli roślinami kwitnącymi przez cały sezon, został zamieniony na biało – zielony, stonowany, nudny acz elegancki w odbiorze teren. Bo nie chcę nazywać tego ogrodem 🙂 Amerykanie się wściekli. Zarzucili Melanii, że teraz jest tam jak na cmentarzu, nie ma kolorów, nie ma życia, radości i bioróżnorodności. Że zniszczyła dzieło Jacqueline. Nie sposób się nie zgodzić. Bo brak bioróżnorodności w jednym ogrodzie nie doprowadzi do katastrofy, ale kiedy takich miejsc jest więcej, kiedy Ci, którzy powinni dawać dobry przykład tego nie robią, to droga do faktycznej katastrofy jest prosta.

7. Podążanie za modą

Mówi się, że o gustach nie dyskutujemy. Ani o często charakterystycznym stylu i upodobaniach architekta, spod którego ręki wychodzi projekt. Ale nie o gust tutaj chodzi, nie o indywidulny styl, tylko o modę. Kiedyś usłyszałam od jednego blogera ogrodniczego niepochlebny tekst o ogrodzie pokazowym na Gardenii. Klasycznym ogrodzie pokazowym. Że takie bukszpanowe obwódki, łuki z pnącymi różami nad ścieżką czy ławeczka przy rabacie to rozwiązania passe. Że to niemodne. Że teraz projektuje się inaczej, nowocześnie. I usłyszałam litanię tego, jak powinien wyglądać ogród według najnowszej mody. Serio? Moda przeminie, a ogród zostanie. Chyba, że planujemy wrócić do grzechu pierwszego – w razie czego wytniemy wszystko w pień. Takie było zamierzenie krytykującego – usunąć to co passe i posadzić to, co modne. Aktualne. Na czasie. A za kilka lat powtórzyć manewr. Otóż nie tędy droga. Ogród można przebudować, zmienić jego styl i charakter, ale nie powinno to być związane z modą, a z nami. Ze zmianami jakie zachodzą w nas i w naszych rodzinach. I tyle. A jeżeli chcemy być modni mimo wszystko, to zainwestujmy w ogród w donicach – tam możemy szaleć do woli z jednorocznymi kwiatami, kolorami i fakturami. Modnymi w kolejnym sezonie.

Uzbierałabym pewnie więcej tych grzeszków, ale wyszłaby z tego litania. A nie o to chodzi. Chodzi o szacunek dla przyrody, dla drzew które tak długo rosną, dla szkodliwych związków, które tak długo się rozkładają. O to, by jak najwięcej odzyskiwać z tego, co wyrzucamy, żeby zaprosić do ogrodu jak najwięcej owadów, ptaków i pożytecznych organizmów, które – jak w naturze – same uregulują stosunki między nimi panujące. O to, żeby nie tylko ogród uprawiać, ale się go uczyć. Poznawać i zrozumieć to, że rośliny dobrze posadzone i poznane odwdzięczą się nam z nawiązką.

Czego i Wam życzę w maju, miesiącu kwitnącym, pachnącym i cudownie obiecującym.

Dobrego dnia Wam życzę i przy okazji, jestem ciekawa za co Wy posłalibyście kogoś do zielonego piekła 🙂