Rozkoszne słońce i akcja „SŁONECZNIK”:)

Wiosna to jeden z najbardziej gorących okresów dla ogrodnika – to, co wysieje i posadzi w swoim ogrodzie będzie miało wpływ na cały sezon. I to nie tylko dla samego ogrodnika, ale i dla pszczół, ptaków i innych zwierząt odwiedzających jego ogród. Dlatego w tym roku sieję słoneczniki – akcję dedykuję pszczołom i ptakom z mojego ogrodu. Do akcji zapraszam i Was – wspólnie zaprośmy owady do ogrodu.

Pogoda nas rozpieszcza:) Słońce jak co roku wyciąga za nosy z czterech ścian największych maruderów i malkontentów. Nie wiem jakim trzeba być ponurakiem, żeby się nie uśmiechać w TAKIE dni.
Ranki choć jeszcze chłodne, z przymrozkami, oszronioną trawą i oczkiem skutym lodem (tak, tak, jeszcze nie czas na schowanie szalików!)
sprawiają, że jakoś z większą werwą i wstaję rano z łóżka i śmigam po ogrodzie, i w pracy tez jakoś więcej robię:) Kubas kawy wypijam na tarasie opatulona w wełniane swetry zarzucone na piżamę…jeszcze nie na bosaka:) za to w ciepłych skarpetach, ale to powietrze z lekka mroźne wdychane wraz z aromatem świeżo zaparzonej kawy..
Praca wre. Na wszystkich frontach. Czasami mam wrażenie, że na wiosnę zmieniam się w hinduskiego Wisznu – mam cztery ręce i mogę wszystko:) Szalony świat.
Kolejne siewy zakończone. Mimo iż przybyły mi cztery wielkie okna – parapety w deficycie.
Warzywnik podniesiony – nie przepadam za wysokimi rabatami, jednak cały warzywnik…to już i lepiej brzmi i wygląda:) I oczywiście zwiększył nieco areał…:) Teraz ma powierzchnię przeciętnego M2 – w przyszłości nieco się powiększy oczywiście;) ale to dopiero „kiedyś”, jak wprowadzę w ogrodzie prawdziwe rewolucje.
Warzywnik podzieliłam na kilka części – pod niewielkimi drzewami owocowymi rosną truskawki. Między rzędami słodkich owoców wysadzony czosnek,  cebula, znajdzie się też miejsce na por. Truskawki lubią takie towarzystwo:)
Dwie grządki frontowe są największe, dookoła szklarni mam również szerokie pasy dzielone ścieżką. Ścieżek jest mniej niż w zeszłym roku, ale za to są słusznej szerokości prawie 40 cm. Żebym się nie zabiła – rok temu kiedy przyszedł czas wysadzania roślin do gruntu (etapami oczywiście) to z braku miejsca likwidowałam ścieżki…powiem tak: póki warzywa były niewielkich rozmiarów uznawałam to za świetny pomysł. Kiedy podrosły żałowałam że nie mam skrzydeł:) Po bokach zmieściły się jeszcze wąskie na ok 80 cm dwa pasy ziemi – tu planuje posadzić wysokie rośliny: fasolę tyczną, kukurydzę, słoneczniki.
W szklarni zaś będzie miejsce na wczesne sałaty i rzodkiewkę, a w późniejszym terminie na pomidory, ogórki, paprykę, bakłażany czy karczochy. Aby zbiory były większe, pokuszę się w tym roku o wysiew warzyw w donicach. Nie tylko nasiona z Zielonego Kącika Badawczego znajdą tam miejsce, ale również inne cuda:) Stół szklarniany z półeczkami na narzędzia i doniczki jest moim marzeniem:) Rozrysowany czeka na zrobienie. Poprosiłam o doprowadzenie prądu do szklarni – będę miała oświetlenie. Muszę się również zastanowić nad zacienieniem szklarni w upalne dni.
 
Ogródek ziołowy znalazł się przed właściwym warzywnikiem – nie trzeba będzie wchodzić na grządki żeby zebrać szczypiorek czy pietruszkę:) Będą też tabliczki z nazwami ziół…pamiętam jak kilka lat temu Dziecię wysłane do warzywnika po pietruszkę urżnęło mi nać marchwi… 🙂 Teraz już nikt się nie pomyli. Między warzywami jest miejsce na kwiaty jednoroczne – im więcej źródełek nektaru w ogrodzie – tym lepiej. Na szklarnię czekamy…w ogóle jakiś pech nas prześladuje.
Zimą miałam upatrzoną szklarnię z przejrzystego poliwęglanu, dość spora jak na mój niewielki ogródek. Ale – myślę sobie – nie będę przecież w grudniu szklarni zamawiać…później szklarnie wybyły, zostały wykupione…poczekałam do Gardenii, ale tam oprócz tych ze szkła hartowanego były tylko tunele z poliwęglanu komorowego albo ze zwykłej folii. masakra…wysłałam zapytania do dostawców szklanych pawilonów z całej Polski – nikt nie miał na ten sezon „mojej” szklarni…
Zaklepałam na Allegro o rozmiar mniejszą…wiecie że OSTATNIĄ??? jakbym zwlekała jeszcze trochę, to zostałabym z niczym:) A rozsady pomidorów i papryki rosną, że aż miło!!! Tak więc szklarnia nieco mniejsza, ale za to i niezniszczalna i estetyczna. Dlaczego poliwęglan w ogrodzie, w którym jak ognia unika się „sztucznizny”???
Po pierwsze, szkło choć bezsprzecznie najładniejsze i najbardziej naturalne, najlepiej wygląda oprawione w drewno i do tego powinno być hartowane – to wydatek ok. 10-15 tys złotych…trochę dużo:) Mniej więcej tyle samo kosztowałaby szklarnia zamiast na drewnianym – na metalowym stelażu. Jako że ciężka – wymaga fundamentu.
A to z kolei sprawia,  że budowla staje się trwale związana z gruntem – wymaga więc zgłoszenia do odpowiedniego nam Urzędu:) Tylko zgłoszenia, bo nie ma więcej niż 35 m2 – powyżej tego metrażu…pozwolenie na budowę. To u mnie, bo mieszkam na wsi. W mieście powierzchnia ta jest mniejsza, wynosi 25 m2. Dodam jeszcze, że dotyczy to nie tylko szklarni, ale też wiat, altan oraz  budynków gospodarczych (szopek po prostu).

Albowiem:

„Zgodnie z Prawem budowlanym pozwolenia na budowę nie wymaga:
art. 29. ust. 1. pkt. 2)
budowa wolno stojących parterowych budynków gospodarczych, wiat i altan oraz przydomowych oranżerii (ogrodów zimowych) o powierzchni zabudowy do 25 m2, przy czym łączna liczba tych obiektów na działce nie może przekraczać dwóch na każde 500 m2 powierzchni działki,
oraz art. 29. ust. 1. pkt. 4)
altan i obiektów gospodarczych na działkach w rodzinnych ogrodach działkowych o powierzchni zabudowy do 25 m2 w miastach i do 35 m2 poza granicami miast oraz wysokości do 5 m przy dachach stromych i do 4 m przy dachach płaskich, przy założeniu, że jest to obiekt gospodarczy”
 
Po drugie szkło ogrodowe lub zwykłe tłucze się podobno z niezwykłą łatwością i częstotliwością:) Mam w domu piłkarza, ping -pongistę i badmintonistę w jednym – nie będę ryzykować:):):) Do tego mieszkam w miejscu, które „przyciąga” wszelkie anomalia pogodowe, a więc i letni grad…a do szklarza mam daleko:)Szklarnie takie są dużo tańsze od tych ze szkła hartowanego, ale nie tanie – dobra „zwykła” szklarnia to wydatek przy moim metrażu rzędu ok.  4 tys złotych.
Po trzecie oglądałam szklarnie z komorowego poliwęglanu – jest miękki i nieestetyczny. A ja kupuję oczami:) Właściwości cieplne tego tworzywa nie przekonały mnie, choć cena jak najbardziej atrakcyjna – za taką szklarnię zapłaciłabym 1000 – 1500 zł
Najtańsze oczywiście są tunele foliowe. Te odpadają z kilku względów, podam najbardziej oczywisty: nie są estetyczne w małym ogrodzie. Dla mnie oczywiście tu i teraz:) – jeżeli kiedyś będę miała własną szkółkę na ogromnym areale, to jak najbardziej będę w niej wielkie tunele – foliowe lub z „brzydkiego” poliwęglanu:)
Poliwęglan przejrzysty mam nadzieje spełni moje oczekiwania – jest mocny (choć również miękki i podatny na zarysowania), trwały i całkowicie transparentny, dzięki czemu wygląda, jakby go nie było:) I jest bezpieczny – pęknie, ale nie rozbije się i nie pokaleczy dzieci.  Czasami trzeba i iść na kompromis. Kolejna relacja  już z przeprowadzki sadzonek na szklarniane stoły:)
Zalety szklarni pięknie opisano w kwietniowym magazynie „Mam ogród” – tym samym, któremu tak entuzjastyczną recenzję wystawił  Łukasz🙂 Kalendarz księżycowy na kwiecień jest, widać ma amatorów bądź upartego Naczelnego:) Wracając do szklarni – po kilku sezonach wysiewania nasion w piwnicy (zimno), w domu (bałagan), w ogrodzie na plastikowym stole (wiatr wiosenny rozwiewał nasionka zanim trafiły do doniczek…) nie mogę się wprost doczekać kolejnego sezonu wysiewów w ciepluteńkiej, cichuteńkiej, zalanej marcowym słońcem szklarence z kubkiem gorącej kawy, siedząc na wysokim stołku przy moim ciągle nie gotowym, fantastycznym stole ogrodniczym:) Jestem zmarzlakiem, więc takie szklarniane warunki mi samej się przydadzą:) Będę Was tak kusić opowieściami, że w każdym ogródku na wiosnę pojawi się szklarenka, choćby malutka:):):)
Wiosenne kwiaty zakupione – na pierwszy ogień poszły bratki i cebulowe: szafirki, żonkile. Te, które miałam w domu wcześniej, wysadziłam do ogrodu. Nie chciałam ich magazynować w piwnicy – mam tam nieciekawe warunki, mimo dobrego zabezpieczenia cebule gniją, jest bowiem zbyt wilgotno. Jedno pomieszczenie w którym magazynowałam wiosenne i letnie cebulowe (tam nie gniły…taka aura:)) zostało oczyszczone i  przygotowane do remontu. W związku z tym kosz cebul czeka na wysadzenie do gruntu. Oj, jak będzie kolorowo!!! Nowe pojemniki na kwiaty zawisły przy frontowych drzwiach, zaś na samych – wieniec wiosenny.
Przygotowujemy się też do remontu pokoju młodzieżowego. Młodzież oczywiście najchętniej spałaby już choćby na materacu w „swoim własnym” pokoju, jednak nie poszliśmy w półśrodki. Nie wiem, czy damy radę zrobić wszystko, bo chłopak rośnie jak na drożdżach i zmienia się w oczach z młodego chłopca w młodego faceta:) ale postaramy się, żeby choć na kilka lat miał miejsce do twórczej i kreatywnej pracy:) Ale o tym już innym razem:)
Skoro już przy wysiewach jesteśmy: wiecie, że mam fisia na punkcie ogrodów ekologicznych, bioróżnorodnych, przyjaznych owadom, ptakom i innym zwierzakom. Takim, w którym każdy zwierz znajdzie coś dla siebie – nawet „pleciugi”, czyli pająki:) Takim, w którym są iglaki (bo przecież też są ładne, fajne i dają schronieni cały rok, a i zasłaniają NAS, czy NAM nieciekawe widoki 365 dni w roku …i do tego zabójczo pięknie wyglądają obsypane poduchami śniegu:)), ale więcej niż iglastych jest w nim roślin liściastych – drzew i krzewów. To pozwala ogrodowi żyć i zmieniać się. Zmian dokonują w nim też byliny – choć co roku są w tym samym miejscu, co roku kwitną tak samo, to jednak i one się zmieniają. Jednak jest coś, co pozwala nam kształtować ogród w każdym roku inaczej:

ROŚLINY JEDNOROCZNE 

Te, które wysiewamy teraz lub na dniach, które pielęgnujemy, pikujemy, wysadzamy w kwietniu lub w maju po to tylko, a by latem upajać się ich pięknem, zapachem, pokrojem…To nasza paleta barw na dany rok: 2014 na niebiesko, 2015 na różowo, 2016 na żółto będzie..:)Tutaj możemy poszaleć, nastrojami i co sezon zmieniać swój ogród. Do tego jednoroczne są przebogatym źródłem pyłku dla pszczół i nasion którymi – jeśli ich nie zbierzemy – posilą się ptaki.  Jednym z moich ulubionych jednorocznych kwiatów jest…SŁONECZNIK.  To tak uniwersalna roślina, że aż sama jestem zdziwiona – pasuje do ogrodów wiejskich, romantycznych, formalnych, nowoczesnych…do wszystkich. Pasuje też przed blok, przed płot – jak ktoś nie chce u siebie:), do placu zabaw pasuje, rośnie szybko, jest efektowny i bardzo pożyteczny:) Jako że słonecznik to nie jeden kwiat, a koszyczek kwiatów:) a właściwie koszyk, bo średnicę kwiat słonecznika może mieć nawet 30-to centymetrową, to mamy hipermarket pyłkowy dla pszczół:) Słonecznik jest jedną z wielu tysięcy roślin miododajnych. Z każdego zapylonego „kwiatka” powstanie jedno nasionko:) A tych nasion jak wiecie jest w słoneczniku całe mnóstwo. Można je poskubać samemu, albo…zostawić na zimę dla ptaków:) Tak więc pożytek podwójny. moje zeszłoroczne słoneczniki były oblegane wręcz przez ptaki, a wcześniej przez pszczoły (moje własne również, zastanawiam się kiedy moje murarki wyjdą z norek:))

Ogłaszam więc wielka akcję:

SIEJEMY SŁONECZNIKI
na pożytek pszczeli i ptasi:) 

Nie ma wymówek – w każdym ogrodzie można wysiać słoneczniki, choćby pod płotem. Kto nie ma ogródka – wysiewa pod oknami na blokowym trawniku – zaprosić do akcji sąsiadów, dzieci (słonecznik to bardzo wdzięczny materiał ogrodowy dla maluchów, niemal tak samo jak sławetna fasolka:)) Jak siejemy?
Słonecznik nie ma wielkich wymagań – rośnie prawie na każdej glebie. Jednak żeby miał super start, dobrze glebę odchwaścić, zasilić ziemią uprawną (choćby taka do kwiatów z supermarketu) i dobrze podlać. Słoneczniki siejemy w kwietniu, najlepiej w drugiej połowie – choć nie boi się przymrozków, to jednak lepiej nie ryzykować że młode siewki skryją się pod wczesno kwietniowym śniegiem (tfu, tfu!:))
Wysiewamy rzędowo lub punktowo – do dołka o głębokości 2-3 cm wysiewamy 2-3 nasiona. Po wzejściu usuwamy najsłabszą siewkę uważając, żeby nie uszkodzić pozostałych:)  Dołki powinny być oddalone od siebie o ok. 25 cm. Do osiągnięcia pełni wzrostu słonecznik potrzebuje 90 – 120 dni. To dobre 3-4 miesiące. Tak więc w czerwcu – lipcu będziemy mogli obserwować pszczoły, w sierpniu – wrześniu zaś cieszyć się olbrzymimi kwiatami:) Słoneczniki można zostawić na zimę (choć znając życie ptaki wyjedzą nasiona zanim nastaną mrozy), albo ciąć kwiaty i wystawiać w karmniku w miarę potrzeby – łuskany lub połamany w kawałki (uwaga na wilgoć i pleśń!)
Na zachętę dla szczęśliwej siódemki która pierwsza pozostawi komentarz – paczuszka nasionek na dobry start🙂
Akcję ogłaszam za otwartą, wszystkich zainteresowanych proszę o umieszczenie podlinkowanego do tego posta banerka:) Pamiętajcie – słoneczniki siejemy w kwietniu, w zależności od pogody – sądzę że połowa miesiąca będzie optymalna.
Teraz zapraszam na popołudniowa kawkę, łapcie słoneczko kto może – od przyszłego weekendu ochłodzenie zapowiadają…brrr:)
Pan Kracy łapie te promienie w najbardziej dziwacznych miejscach: jako pszczółek Gucio wpakował się do domku dla owadów robiąc w nim małą rewolucję…

…albo okupuję skrzynkę gazową (na postrach inkasentowi:):):)

Zdjęć na krokusach mu nie zrobiłam – pędziłam z rabat od razu:):):)

Do miłego!